Połykali "kotki" i zatykali palmy na dachach. Niedziela Palmowa na terenach obecnego LSM
Z czego robiono palmy?
Podstawą była wierzba zwana „iwiną”. Gałązki ubierano trzciną i sitowiem, których grona malowano na zielono i brunatno-czerwono. Całość ozdabiano suszonymi kwiatami, listkami bukszpanu i kolorowymi kwiatami z bibułki. Palmę owijano drutem, wstążką lub nicią konopną. Często witkami tworzono charakterystyczne pierścienie – u góry, pośrodku i u dołu. Co ważne, materiał przygotowywano już jesienią. Do kościoła palmę nieśli gospodarze lub gospodynie. Młodzieży „nie godziło się” jej powierzać.
„Kotki” na gardło i zdrowie
W Niedzielę Palmową z poświęconej palmy połykano bazie – tzw. „kotki”. Wierzono, że dzięki temu gardło nie będzie bolało, a dzieci będą zdrowe i dorodne.
Każdy gospodarz posiadał aż cztery palmy:– do domu,– do obory,– do stodoły,– w pole.
To pokazuje, jak bardzo palma była związana z codziennym bezpieczeństwem całego gospodarstwa.
Ochrona przed gradem, piorunem i chorobą
W Wielki Poniedziałek gospodarz święcił palmą całe obejście, a następnie kropił nią pole w czterech rogach. Miało to chronić plony przed gradem. Przy pierwszym wyjeździe w pole święcono palmą pług, bronę, konie i ziarno do siewu – „żeby się dobrze rodziło”. Krowę wyganianą po raz pierwszy na pastwisko również dotykano palmą, aby uchronić ją od chorób i nieszczęść. Podczas burzy zatykano palmę w zbożu lub na strzesze domu, wierząc, że ochroni przed piorunem.
Palma jako lekarstwo
Jeśli ktoś był przestraszony, łamano kawałek palmy, rzucano na węgielki i okadzano go podczas snu. Przy bólu głowy gotowano fragment palmy w wodzie i tą wodą nacierano skronie. Gospodynie kropiły rozsadę wodą święconą przy pomocy palmy, aby robaki nie zjadły warzyw. W skrajnych przypadkach, gdy noworodek był ciężko chory, przy pomocy palmy i wody święconej dokonywano chrztu z konieczności.
Dawna palma wielkanocna z okolic Lublina nie była więc tylko symbolem religijnym. Była elementem całego ludowego systemu ochrony – łączącego wiarę, tradycję i codzienny lęk przed żywiołem.
Źródło:
Nasze Echa : Pisemko Koła Krajoznawczego imienia Konstantego Kietlicza-Rayskiego Młodzieży Szkoły Powszechnej nr XV w Lublinie, ul. Długa 6, 1930/1931, R.2, nr 5