W 1878 roku "Gazeta Lubelska" opublikowała obszerny tekst o Sobótkach, a także europejskich obrzędach związanych z nocą świętojańską. Autor próbował dowodzić, że podobne zwyczaje wywodziły się z czasów przedchrześcijańskich, a później zostały połączone ze świętem św. Jana Chrzciciela.
Nie wszystkie podane przez niego informacje można dziś traktować jako pewne. Część stanowią dawne legendy, niezweryfikowane hipotezy i XIX-wieczne próby objaśnienia obrzędów. Razem tworzą jednak niezwykle barwny obraz Europy, która w najkrótsze noce roku rozświetlała się tysiącami ogni.
Ogień starszy niż święto św. Jana
Autor "Gazety Lubelskiej" uważał, że wiele zwyczajów ludowych zachowało się mimo przyjęcia chrześcijaństwa. Dawne obrzędy nie zawsze były zakazywane lub całkowicie zapominane. Często otrzymywały nową nazwę i nowe religijne uzasadnienie. Ogniska rozpalane wcześniej w związku z początkiem lata i siłą słońca zaczęto łączyć z wigilią św. Jana Chrzciciela.
W Niemczech nazywano je Johannisfeuer, czyli ogniami św. Jana. We Francji funkcjonowało określenie feu de Saint-Jean. Według autora podobne uroczystości znano także w Skandynawii, we Włoszech, w Grecji i na ziemiach słowiańskich. Nie oznaczało to, że w całej Europie obchodzono jedno święto w identyczny sposób. Wspólnym elementem był ogień, ale znaczenia, legendy i lokalne zwyczaje mogły się wyraźnie różnić.
Ogniska na cześć słońca
W tekście z 1878 roku ognie rozpalane na początku lata zostały powiązane z dawnym kultem słońca. Dla społeczności zależnych od rolnictwa długość dnia, pogoda i rytm pór roku miały ogromne znaczenie. Najdłuższe dni roku mogły być postrzegane jako moment szczególnej siły światła, ale także jako granica. Od tej chwili dzień zaczynał się przecież stopniowo skracać.
Ogień był naturalnym symbolem słońca. Rozpalony na wzgórzu był widoczny z daleka, oświetlał noc i tworzył wrażenie przedłużenia dnia. Autor wspominał także germańskie wyobrażenia dotyczące Baldera, boga kojarzonego ze światłem, pięknem i wiosną. Łączenie jego śmierci z letnimi ogniskami było jednak jedną z dawnych interpretacji porównawczych i nie należy przyjmować jej automatycznie jako wspólnego źródła wszystkich europejskich obrzędów.
Znacznie bezpieczniej powiedzieć, że w różnych kulturach ogień symbolizował słońce, życie, ochronę i zmianę pory roku.
Francuskie ognie św. Jana
Szczególnie uroczysty charakter miały według źródła obchody we Francji. Ognie św. Jana miały być tam rozpalane jeszcze na początku czasów nowożytnych. W Paryżu przygotowywano wielki stos z wysokim masztem, a jego podpalenie należało do ceremonialnych obowiązków monarchy. Autor "Gazety Lubelskiej" twierdził, że ostatnim królem, który osobiście uczestniczył w takim obrzędzie, był Ludwik XIV. Miało się to wydarzyć w 1648 roku, gdy przyszły Król Słońce miał zaledwie dziesięć lat.
Informację tę warto traktować ostrożnie. Została przytoczona przez XIX-wiecznego publicystę za starszymi opracowaniami, a nie na podstawie bezpośrednio wskazanego dokumentu. Sama obecność monarchy przy stosie świętojańskim dobrze pokazuje jednak, jak dawny ludowy obrzęd mógł zostać włączony do oficjalnego ceremoniału miasta i państwa. Ogień nie płonął już wyłącznie na wiejskim wzgórzu. Stawał się widowiskiem publicznym, oglądanym przez tłum i uświęconym obecnością króla.
Smok w studni i zatruta woda
Najbardziej niezwykłe wyjaśnienie znaczenia świętojańskich ogni dotyczyło smoków, gadów i źródeł wody. Przytoczono pogląd, według którego w tej porze roku smoki lub inne niebezpieczne stworzenia miały szczególnie często przemieszczać się w pobliżu studni i źródeł. Zanieczyszczały wodę, a korzystanie z niej mogło prowadzić do chorób lub nawet zarazy.
Ogniska miały odstraszać te istoty i chronić wodę.
Dziś opowieść o smokach zatruwających studnie brzmi jak ludowa fantazja. Warto jednak dostrzec, co mogło się za nią kryć. Ludzie od dawna obserwowali, że woda może powodować choroby. Nie znali jednak bakterii, wirusów ani mechanizmów rozprzestrzeniania się zakażeń. Skażenie źródła tłumaczono więc działaniem zwierząt, potworów, demonów albo niewidzialnych sił.
Smok był w takim wyobrażeniu nie tylko baśniowym stworzeniem. Uosabiał zagrożenie, którego nie potrafiono inaczej wyjaśnić. Świętojański ogień mógł zatem pełnić rolę symbolicznej ochrony przed epidemią, zatruciem i niebezpieczeństwem czającym się w wodzie.
Ogień jako obrona przed chorobą
W dawnych obrzędach płomieniom często przypisywano właściwości oczyszczające. Przechodzenie obok ognia, skakanie przez niego albo przeprowadzanie w jego pobliżu zwierząt miało zapewniać zdrowie i ochronę. Dym mógł być traktowany jako środek odpędzający choroby, szkodniki i złe moce.
W artykule opisywano te praktyki jako pozostałość bardzo dawnych wierzeń. W jego ujęciu ognisko nie służyło wyłącznie zabawie. Oddzielało bezpieczną przestrzeń od świata zagrożeń. Podobne znaczenia mogły być przypisywane ogniom świętojańskim w wielu częściach Europy, choć dokładny przebieg uroczystości zależał od lokalnej tradycji. W jednym miejscu skakano przez płomienie. Gdzie indziej obchodzono pola, palono zioła lub przepędzano bydło. Łączyło je przekonanie, że ogień może chronić życie.
Włochy i tajemnicza Sabbatina
Autor "Gazety Lubelskiej" wspominał również o włoskiej nazwie Sabbatina. Nie wyjaśniał jednak dokładnie, w jakich regionach była używana ani jak wyglądały tamtejsze obchody. Obce określenie mogło też zostać w polskim tekście zapisane niedokładnie.
Warto je więc przytaczać jako nazwę występującą w źródle z 1878 roku, a nie jako bezspornie potwierdzone określenie całego włoskiego obrzędu. Ten fragment pokazuje zarazem metodę XIX-wiecznych autorów. Zbierali podobnie brzmiące nazwy z różnych krajów i próbowali odnaleźć ich wspólny początek. Nie zawsze mieli wystarczającą wiedzę językową lub dostęp do dobrych źródeł. Tworzyli jednak pierwsze szerokie porównania europejskich zwyczajów ludowych.
Święto pogańskie czy chrześcijańskie?
W XIX wieku badacze chętnie stawiali pytanie, czy ognie świętojańskie były pozostałością pogaństwa, czy zwyczajem chrześcijańskim. Dziennikarz "Gazety Lubelskiej" zdecydowanie opowiadał się za ich przedchrześcijańskim pochodzeniem. Jego zdaniem po przyjęciu chrześcijaństwa dawne uroczystości zostały jedynie połączone z postacią św. Jana Chrzciciela.
Przytaczał jednak również chrześcijańską legendę, według której ogniska miały upamiętniać spalenie kości św. Jana w Sebaście. Takie wyjaśnienia były częstym sposobem oswajania starszych zwyczajów. Obrzęd pozostawał ten sam, ale nadawano mu nową historię, zgodną z obowiązującą religią. Nie musiało to oznaczać całkowitego zerwania z przeszłością. Ogień nadal kojarzył się ze słońcem, oczyszczeniem i ochroną, ale jednocześnie stawał się ogniem św. Jana.
Jeden płomień, wiele znaczeń
Europejskie ognie rozpalane w czerwcu nie miały jednego, niezmiennego znaczenia. W zależności od miejsca mogły być rozumiane jako: symbol słońca i początku lata, ochrona przed chorobami, sposób odstraszania złych mocy, zabezpieczenie studni i źródeł, element chrześcijańskiego święta, publiczne widowisko, część wiejskiej zabawy czy po prostu zwykła okazja do tańców i spotkań młodzieży. To właśnie wieloznaczność pozwalała obrzędowi przetrwać.
Kiedy zanikała wiara w jedno wyjaśnienie, pojawiało się inne. Pogański ogień stawał się ogniem św. Jana. Rytuał ochronny zamieniał się w zabawę. Publiczne palenie stosu przechodziło z rąk kapłanów lub starszyzny do władz miejskich, a nawet monarchów.
Czy wszystkie ognie miały wspólne pochodzenie?
Autor z 1878 roku skłaniał się ku przekonaniu, że europejskie obrzędy musiały wywodzić się z bardzo dawnej, wspólnej tradycji. Takiego wniosku nie da się jednak bezpiecznie wyprowadzić wyłącznie z podobieństwa zwyczajów. Ogień jest symbolem uniwersalnym. Daje światło i ciepło, chroni przed zwierzętami, pozwala przygotować pożywienie i niszczy to, co uznawano za nieczyste. Nic dziwnego, że niezależnie pojawiał się w obrzędach różnych społeczności.
Podobieństwo świętojańskich ognisk może wynikać zarówno z dawnych kontaktów między ludami, jak i z podobnych warunków życia oraz obserwacji natury. Wspólny był moment roku i sam żywioł. Reszta mogła rozwijać się odmiennie.
Europa widziana oczami XIX-wiecznego publicysty
Tekst z "Gazety Lubelskiej" mówi wiele nie tylko o dawnych obrzędach, ale również o XIX wieku. Był to czas ogromnego zainteresowania folklorem, mitologią i przedchrześcijańską przeszłością Europy. Autorzy poszukiwali śladów dawnych religii w pieśniach, nazwach, legendach i zwyczajach wiejskich.
Czasem trafnie zauważali, że pod chrześcijańską formą mogły przetrwać starsze praktyki. Innym razem zbyt łatwo łączyli odległe kultury, tworzyli nieistniejących bogów albo uznawali późne legendy za echo starożytnych wydarzeń. W przypadku ogni świętojańskich autor zebrał jednak niezwykle ciekawy zestaw wyobrażeń.
Widzimy króla podpalającego stos w Paryżu, niemieckie ognie św. Jana, włoską Sabbatinę i smoki krążące przy studniach. W tle pojawia się przekonanie, że płomień może odpędzić chorobę, ochronić wodę i przedłużyć panowanie słońca.
Źródło: "Gazeta Lubelska. Pismo rolniczo-przemysłowo-handlowe i literackie", 1878, R. 3, nr 72.