WAŻNE
TERAZ

Zobacz inne informacje z historii Polski

Kraków: śmieci wywoziły kiedyś "Smoki".

Wielkie miasto to nie tylko reprezentacyjne place, kościoły i kamienice. To także codzienna walka z brudem, błotem, popiołem, nieczystościami i śmieciami. Bez niej nawet najpiękniejsze miasto szybko stałoby się miejscem trudnym do życia.

Oczyszczanie KrakowaOczyszczanie Krakowa
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe krakowskiego MPO
Redakcja ohistoryczny.pl

W Krakowie o czystości myślano już w średniowieczu. W XIV wieku rada miejska nakazywała mieszkańcom dbać o porządek przed własnymi domami. Każdy miał zbierać nieczystości z ulicy na szerokość swojej posesji i utrzymywać czystość aż do połowy rynny granicznej. Był to prosty system, oparty na odpowiedzialności mieszkańców. Nie istniały jeszcze wyspecjalizowane służby miejskie, więc porządek zaczynał się dosłownie przed progiem domu.

Przez długi czas takie rozwiązanie wystarczało tylko w podstawowym zakresie. Miasto funkcjonowało, ale brud i nieczystości pozostawały jednym z największych problemów dawnych ośrodków miejskich. Chodziło nie tylko o wygląd ulic. Czystość miała bezpośredni związek ze zdrowiem mieszkańców, a zaniedbania sanitarne mogły sprzyjać epidemiom.

Prawdziwa zmiana przyszła dopiero na początku XX wieku. W 1908 roku wywozem odpadków z Krakowa zajął się specjalny oddział Miejskiej Straży Pożarnej. Strażacy wykonywali tę pracę przez jedenaście lat, do 1918 roku. Korzystali z konnych pojazdów, które nazywano "Smokami".

Ta nazwa brzmi niemal jak fragment krakowskiej legendy, ale w rzeczywistości dotyczyła bardzo praktycznej i mało romantycznej pracy. "Smoki" wywoziły poza miasto odpadki, których przybywało wraz z rozwojem Krakowa. To jeden z tych szczegółów, które pokazują miasto od zupełnie innej strony — nie od strony reprezentacyjnych widoków, lecz codziennego zaplecza.

Po odzyskaniu niepodległości okazało się, że strażacy nie nadążają już ze sprzątaniem miasta. Kraków potrzebował osobnej instytucji, która zajmie się tym na stałe. W 1918 roku powołano Zakład Czyszczenia Miasta. Jego pierwszym dyrektorem został A. Stahl. Był to ważny moment: oczyszczanie miasta przestało być zadaniem dodatkowym, a stało się osobną miejską służbą.

W pierwszych latach próbowano czyścić ulice szczotkami zamontowanymi na pojazdach konnych. Później sprowadzono maszyny parowe systemu Talarda, które ułatwiały wywóz nieczystości płynnych. Od nich wzięła się nazwa "talardyści", używana wobec pracowników obsługujących ten sprzęt. Obok nich byli "popielarze", zajmujący się m.in. popiołem i odpadami stałymi.

Lata 20. przyniosły szybką modernizację. W 1926 roku cały transport przejęły już samochody. W połowie dekady zakład posiadał 45 aut, które stały w garażu przy ul. Barskiej 12. Wozy wywoziły nieczystości, skrapiały ulice i brały udział w ich oczyszczaniu. Był to tak dobry okres w dziejach krakowskich służb oczyszczania, że radni mieli nawet zarzucać władzom miejskim, iż zakład został wyposażony zbyt dobrze.

W 1932 roku Zakład Czyszczenia Miasta zmienił nazwę na Zakład Oczyszczania Miasta, czyli ZOM. Dwa lata później jego dyrektorem został Henryk Wojciechowski, który kierował nim aż do 1948 roku. Przed wojną ZOM obsługiwał znaczną część Krakowa. W chwili wybuchu II wojny światowej wywożono nieczystości stałe z 4600 nieruchomości, a płynne z 240. Usługami objęto 55 procent mieszkańców miasta. W 1939 roku w Krakowie było już 32 tysiące pojemników na śmieci.

Praca w ZOM-ie była trudna, ale miała też swój prestiż. Był to zakład magistracki, a zatrudnienie w nim nie było łatwe do zdobycia. Krakowscy popielarze i talardyści cieszyli się szacunkiem. W aktach najstarszych pracowników można było znaleźć nawet prezydenckie nominacje. Dziś brzmi to zaskakująco, bo praca przy oczyszczaniu miasta często bywa niedoceniana. W przedwojennym Krakowie miała jednak wyraźne miejsce w miejskim porządku.

Z historią krakowskich służb oczyszczania wiąże się też postać Jana Stelmacha. 2 września 1939 roku wywiózł on z Krakowa skarby kultury narodowej. Wśród ocalonych dzieł znalazł się słynny "Hołd Pruski" Jana Matejki. Stelmach zapłacił za swój czyn życiem — zginął w niemieckim obozie Auschwitz.

Okupacja była dla krakowskich służb oczyszczania bardzo trudnym czasem. Brakowało sprzętu, części i paliwa. Do pracy wróciły konie, choć wcześniej wydawało się, że epoka konnego transportu w tej branży powoli odchodzi w przeszłość. Jednocześnie miasto powiększyło się, ponieważ przyłączono do niego pobliskie wsie. Obowiązków przybywało, a możliwości było coraz mniej.

Po wojnie trzeba było zaczynać niemal od nowa. W 1945 roku, gdy Niemcy wysadzili most Dębnicki, ogromne szkody poniósł garaż przy ul. Barskiej. Z Krakowa wywieziono wcześniej sprawne samochody, maszyny i urządzenia. Baza była zniszczona: miała zawalony strop, powybijane okna, brakowało nawet futryn w budynku administracyjnym.

Pracę rozpoczęto symbolicznie — od dokładnego wyczyszczenia Rynku Głównego. Brakowało benzyny i ropy, więc przyznane przedsiębiorstwu samochody różnych marek często trzeba było napędzać gazem drzewnym. Nie były to pojazdy przygotowane do tak ciężkiej służby, dlatego szybko się zużywały.

W 1951 roku powołano Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania. Miasto rosło jednak szybciej niż możliwości jego zaplecza technicznego. Brakowało baz, pojemników i ludzi do pracy. Stary garaż przy ul. Barskiej był obliczony na 35 aut, a w 1960 roku służby oczyszczania posiadały już 107 samochodów.

Mimo problemów Kraków próbował wprowadzać nowoczesne rozwiązania. W latach 50. działała kompostownia przy ul. Kamieńskiego. Zimą 1967/1968 po raz pierwszy w Polsce zastosowano przeciw gołoledzi wodny roztwór chlorku sodu. W 1974 roku w Krakowie pojawił się pierwszy w kraju kontenerowy samochód do wywozu odpadków stałych.

Źródło: Echo Krakowa : pismo popołudniowe. R. 38 (1983), nr 212 (28-30 X) ꞊ nr 11495

Wybrane dla Ciebie