Zniknął z mapy Warszawy. Tak rozbierano fort Mierosławskiego na Marymoncie
Fort Mierosławskiego – dawniej znany jako fort Pawła – przez lata był jednym z charakterystycznych elementów północnych umocnień Cytadeli Aleksandrowskiej.
Powstał w 1854 roku jako ziemna luneta osłaniająca od strony północnej tzw. Wrota Konstantynowskie, czyli bramę prowadzącą w kierunku Żoliborza. W II Rzeczypospolitej nadano mu imię Ludwik Mierosławski – jednego z najbardziej rozpoznawalnych dowódców polskich zrywów XIX wieku.
Przez dziesięciolecia fort górował nad okolicą Marymontu. Jego kazamaty budziły respekt – i wyobraźnię. Mówiono, że przetrzymywano tam więźniów politycznych, a wśród lokalnych opowieści pojawiały się nawet wątki związane z Romuald Traugutt. Z czasem jednak znaczenie militarne takich obiektów zaczęło szybko maleć.
Miasto wygrało z twierdzą
W dwudziestoleciu międzywojennym Warszawa rozwijała się w szybkim tempie. Rozbudowa infrastruktury i potrzeba lepszego skomunikowania dzielnic sprawiły, że dawne fortyfikacje zaczęto traktować jako przeszkodę. Fort na Marymoncie znalazł się dokładnie na trasie planowanego wiaduktu, który miał połączyć Żoliborz z centrum miasta.
Rozbiórka była procesem żmudnym i fizycznie wymagającym. Robotnicy rozkuwali ceglane mury, rozbierali ziemne nasypy, a odzyskany materiał trafiał do ponownego wykorzystania przy nowych inwestycjach. Solidna, XIX-wieczna cegła – jak podkreślano w ówczesnej prasie – nadawała się jeszcze "na jakiś lepszy cel".
"Niezdarny olbrzym" pod oskardem
Reporterzy z 1935 roku opisywali fort jako "niezdarnego olbrzyma", który jeszcze niedawno blokował rozwój miasta. Widok rozbieranych murów robił wrażenie.
Obnażone konstrukcje przypominały kamieniołomy, a robotnicy pracujący wśród gruzów budzili skojarzenia z galernikami. Wnętrza fortu – wilgotne kazamaty z zakratowanymi oknami – nie zdradzały już swoich tajemnic. Jednak nawet wtedy pracowano ostrożnie. Istniała obawa, że podczas robót można natrafić na ludzkie szczątki lub ślady dawnych więźniów.
Nowa Warszawa nad dawną twierdzą
Rozbiórka fortu była tylko częścią większych zmian. W tym samym czasie regulowano także okoliczne tereny – w tym problematyczną rzeczkę Rudawkę, która podczas powodzi zalewała Marymont i Żoliborz. Planowano ukryć ją w betonowym kanale, podobnie jak zrobiono to z rzeką Pełtwią we Lwowie.
Efekt tych prac był trwały. Po forcie nie pozostał niemal żaden ślad. Teren całkowicie przekształcono, a w miejscu dawnych umocnień powstała nowa infrastruktura miejska.
Dziś trudno uwierzyć, że w miejscu, gdzie funkcjonuje Zespół Szkół Elektronicznych, stał kiedyś fragment rosyjskiej twierdzy. Historia fortu Mierosławskiego to jeden z wielu przykładów tego, jak dynamicznie zmieniała się Warszawa w XX wieku – i jak szybko znikały z niej ślady dawnych czasów.
Źródło i więcej fotografii w Polskie Historie: Burzenie fortu Mierosławskiego (dawniej Pawła) na Marymoncie