Gdynia: "Chińska dzielnica" i przesiedlenia do Witomina
Obraz przedwojennej Gdyni najczęściej budowany jest wokół opowieści o nowoczesnym porcie, śmiałej architekturze i imponującym sukcesie gospodarczym II Rzeczypospolitej. W istocie miasto, które jeszcze na początku lat 20. było niewielką osadą rybacką, w ciągu zaledwie kilkunastu lat stało się jednym z kluczowych portów nad Bałtykiem. Skala i tempo tej przemiany budziły uznanie nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami.
Za tą efektowną narracją kryła się jednak mniej znana rzeczywistość. Gdynia przyciągała tłumy — robotników portowych, budowlańców, ludzi bez pracy i tych, którzy widzieli w niej szansę na szybki awans lub choćby stabilne zatrudnienie. Napływ ludności był tak gwałtowny, że miasto nie nadążało z zapewnieniem mieszkań. W efekcie zaczęły powstawać prowizoryczne osiedla złożone z baraków, drewnianych bud i przypadkowo adaptowanych pomieszczeń.
Z czasem te nieformalne skupiska zaczęły funkcjonować pod własnymi nazwami — często ironicznymi lub żartobliwymi. Mówiono o Pekinie, Meksyku, Budapeszcie czy Starej Warszawie. W pobliżu portu, w rejonie ulic Portowej, Żeromskiego i św. Piotra, istniała także tzw. "Chińska dzielnica". Nazwa nie miała nic wspólnego z obecnością mieszkańców z Azji — była raczej wyrazem miejskiego folkloru i sposobem opisywania przestrzeni postrzeganej jako chaotyczna, tymczasowa i "egzotyczna" w swoim nieuporządkowaniu.
Prasa międzywojenna nie pomijała tych miejsc, podkreślając trudne warunki życia ich mieszkańców. Baraki powstawały z przypadkowych materiałów, brakowało kanalizacji i podstawowej infrastruktury, a zagęszczenie ludności było bardzo wysokie. Kontrast między reprezentacyjną, modernistyczną Gdynią a rzeczywistością portowych osiedli biedy stawał się coraz bardziej wyraźny.
Problem dostrzegały także władze. Z jednej strony chodziło o poprawę warunków bytowych, z drugiej — o uporządkowanie przestrzeni w sąsiedztwie portu, który pełnił rolę wizytówki państwa. W efekcie podjęto decyzję o stopniowej likwidacji prowizorycznych zabudowań i przenoszeniu ich mieszkańców do nowych osiedli.
Szczególną rolę w tym procesie odegrało Witomino. Jeszcze pod koniec lat 20. była to niewielka, leśna osada położona na obrzeżach miasta. W 1928 roku rozpoczęto pierwsze działania związane z jej rozbudową, a na początku lat 30. zdecydowano, że stanie się zapleczem mieszkaniowym dla ludności przesiedlanej z terenów portowych.
Na wyznaczonym obszarze, obejmującym m.in. okolice ulic Długiej, Wąskiej, Polnej i Granicznej, rozpoczęto budowę nowego osiedla. W realizację zaangażowało się Towarzystwo Budowy Osiedli, które wznosiło domy przeznaczone głównie dla rodzin robotniczych — często w formie charakterystycznych budynków bliźniaczych.
Przenosiny mieszkańców z portowych dzielnic, w tym z "Chińskiej dzielnicy", przebiegły stosunkowo sprawnie i zakończyły się około połowy 1931 roku. Zmieniło to nie tylko obraz śródportowych terenów Gdyni, ale również przyspieszyło rozwój samego Witomina. Nowi mieszkańcy przynieśli ze sobą doświadczenia życia w środowisku robotniczym, które ukształtowały społeczny charakter dzielnicy.
Wraz z rozbudową osiedla zaczęła powstawać podstawowa infrastruktura. W pierwszej połowie lat 30. wzniesiono drewniany kościół, a niedługo później także szkołę. W 1933 roku Witomino zostało włączone w granice Gdyni, co potwierdzało jego rosnące znaczenie.
Historia tych przesiedleń odsłania mniej oczywiste oblicze modernizacji Gdyni. Dynamiczny rozwój portu i reprezentacyjnych dzielnic szedł w parze z próbą rozwiązania problemów społecznych i przestrzennych. Z mapy miasta znikały prowizoryczne osiedla, takie jak "Chińska dzielnica", ale ich mieszkańcy nie zniknęli — stali się częścią nowych społeczności, które współtworzyły dalszą historię miasta.
Korzystałem z:
Ziemia Lubelska 1930, R. 26, nr 293