Marmurowe sale i freski Lubomirskich znikają z Janowca. Deszcze i wiatr niszczą zabytkowe mury
Pod koniec XIX wieku Janowiec nad Wisłą należał już do miejsc, które bardziej przypominały o przeszłości, niż świadczyły o dawnej świetności. Opis opublikowany w 1887 roku na łamach "Gazety Lubelskiej" stanowi interesujące świadectwo tego, jak ówcześni postrzegali zarówno sam zamek, jak i historię jego upadku.
- Janowiec pod koniec XIX w. był zaniedbanym miasteczkiem zdominowanym przez ruiny dawnej świetności
- Zamek wzniesiony przez Firlejów, a następnie rozbudowywany przez Tarłów i Lubomirskich popadł w ruinę przez zaniedbania właścicieli
- Ostatni właściciel, Mikołaj Piaskowski, próbował odnowić zamek, lecz po jego śmierci w 1803 r. zamek szybko niszczał i rozkradano jego wyposażenie
- Mimo zniszczeń przetrwały freski w kaplicy i dobrze zachowana narożna baszta, z której roztaczał się szeroki widok na dolinę Wisły
- W pobliżu zamku znajduje się kościół z XV lub XVI w., który zachował się w dobrym stanie oraz liczne nagrobki fundatorów
Autor relacji rozpoczyna od drogi prowadzącej do Janowca, która sama w sobie była doświadczeniem niełatwym. Choć podróż przez Kazimierz Dolny uchodziła za bardziej urozmaiconą, odcinek prowadzący do przeprawy w Mięćmierzu sprawiał poważne trudności — pełen był błota i wybojów, a ponadto biegł wzdłuż wysokiego brzegu Wisły. Z tego względu dogodniejszą trasą była przeprawa promowa z Puław do Góry Puławskiej, skąd dopiero furmanką docierano do miasteczka.
Sam Janowiec nie przedstawiał się korzystnie. Był określany jako osada zaniedbana i nieschludna, zamieszkiwana przez ludność żydowską oraz niezamożnych mieszczan-rolników. Ruiny zamku ukazywały się dopiero po wyjeździe z pobliskiego lasu — nagle i wyraźnie dominując nad okolicą.
Zamek wznosi się na wyniosłej skarpie, około 400 stóp ponad poziomem Wisły. Wzniesiony został za panowania Zygmunta I przez Piotra Firleja, wojewodę ruskiego, a następnie rozbudowywany przez rody Tarłów i Lubomirskich. Przez przeszło trzy stulecia stanowił jedną z okazałych rezydencji regionu, zanim — jak podkreśla autor — popadł w ruinę wskutek zaniedbań właścicieli.
W tym kontekście wspomniany został Marcin Lubomirski, przedstawiony jako człowiek niespokojnego usposobienia i skłonny do życia ponad stan. W relacji odnotowano jego związki z sektą określaną jako "szapsaświnnicy", powstałą z połączenia elementów religii katolickiej i mojżeszowej. Przywołano również przekaz, wedle którego miał on udawać się co sobotę do synagogi, co wspominał Franciszek Karpiński. Wśród podań pojawia się także informacja o roztrwonieniu części majątku.
Ostatnim właścicielem Janowca był Mikołaj Junosza Piaskowski, który podjął próbę odnowienia zamku. W okresie tym była to jeszcze rozległa rezydencja, licząca ponad sto sal i pokoi, z marmurowymi posadzkami, kolumnami, schodami i bogatą dekoracją sztukatorską. Ściany zdobiły freski przedstawiające dzieje rodu Lubomirskich.
Na początku XIX wieku zamek był jeszcze zamieszkany, jednak po śmierci Piaskowskiego w 1803 roku zaczął szybko podupadać. Zarządcy dóbr nie przywiązywali wagi do jego utrzymania — zerwano cynkowy dach, a z wnętrz usunięto cenniejsze elementy wyposażenia, takie jak posadzki, kominki czy kolumny. Część z nich sprzedano, inne wywieziono.
Dalsze zniszczenia były już wynikiem działania czynników naturalnych. Deszcze i śniegi niszczyły malowidła, a wiatr odrywał fragmenty murów. Dziedzińce zamkowe zalegał gruz. Mimo to niektóre elementy przetrwały — zwłaszcza freski w dawnej kaplicy, przedstawiające postacie Dwunastu Apostołów.
W stosunkowo dobrym stanie znajdowała się również narożna baszta z gontowym dachem. Mieszczący się w niej gabinet zachował dekoracje sztukatorskie. Według przekazów przebywała tam niegdyś Franciszka Krasińska, późniejsza księżna kurlandzka. Z okien tego pomieszczenia rozciągał się szeroki widok na dolinę Wisły, Kazimierz Dolny oraz okoliczne wsie i pola. Przy sprzyjających warunkach dostrzec można było nawet Święty Krzyż.
Wnętrza zamku pokrywały liczne napisy pozostawione przez odwiedzających. Jeden z nich, przypisywany Antoniemu Pileckiemu, przywoływał refleksję nad przemijaniem:
"Śmierć z życia bierze początek;
Stąpasz po grobie pamiątek…
Przybyszu, uchyl tu głowę
I uczcij cienie grobowe!"
U podnóża wzgórza znajduje się kościół, którego początki sięgają XV lub pierwszej połowy XVI wieku. Przez pewien czas pozostawał w rękach arian, zanim w 1599 roku został im odebrany przez Stanisława Tarłę. Świątynia zachowała się w dobrym stanie i zawiera liczne nagrobki oraz portrety dawnych fundatorów. W podziemnych lochach spoczywają m.in. przedstawiciele rodów Tarłów i Piaskowskich.
Obok kościoła znajduje się także plebania, której początki datowane są na 1614 rok.
Pod osłoną nocy, zamek, oświetlony światłem księżyca, sprawiał wrażenie miejsca niemal nierealnego, swoistej fatamorgany.
Źródło: Gazeta Lubelska : pismo rolniczo-przemysłowo-handlowe i literackie 1887, R.12, nr 152