Do zdarzenia doszło zupełnie przypadkowo. Podczas prac przy niedrożnej rurze wodociągowej, prowadzących do głównego zaworu w piwnicy gmachu, dozorca – w obecności gospodarza lokalu – natrafił na coś, co początkowo wyglądało jak fragment kamienia. Po chwili stało się jasne, że to ludzka kość. Kolejne ruchy łopaty odsłoniły dwie czaszki oraz fragmenty szkieletów.
Szczątki były stosunkowo dobrze zachowane. Jedna z czaszek posiadała niemal pełne uzębienie, brakowało jedynie trzech przednich zębów, co mogło sugerować uraz. W pobliżu znaleziono także metalowe elementy przypominające resztki kajdan.
Sprawa nabrała poważniejszego charakteru, gdy przypomniano sobie historię samego budynku. W okresie zaborów mieścił się tam komisariat rosyjskiej policji, tzw. cyrkuł. Areszt znajdował się właśnie w tej części piwnic, gdzie dokonano odkrycia.
W ówczesnej prasie szybko pojawiły się przypuszczenia, że odnalezione szczątki mogą należeć do osób przetrzymywanych przez carskie władze. Według jednej z hipotez mogli to być więźniowie, którzy zmarli w areszcie, a ich ciała zostały potajemnie ukryte, by uniknąć formalnych procedur i rozgłosu.
Zapowiedziano dokładne przeszukanie piwnic, nie wykluczając, że to dopiero początek odkryć. Sprawa pokazała, jak wiele śladów dawnych systemów represji może pozostawać ukrytych tuż pod powierzchnią miasta – dosłownie i w przenośni.
Źródło: "Express Lubelski i Wołyński", 1934, nr 335.