Wysadzili most i zostawili miasto bez przeprawy

Jeszcze niedawno był symbolem nowoczesnej Warszawy. Trzeci most w mieście, dumnie noszący imię księcia Józefa Poniatowskiego, miał łączyć brzegi Wisły i rozwijającą się stolicę. Wszystko skończyło się jednak zaskakująco szybko.

Rozbiórka zniszczonych części Mostu Poniatowskiego w 1915 rokuRozbiórka zniszczonych części Mostu Poniatowskiego w 1915 roku
Źródło zdjęć: © Czasopismo "Świat"
Redakcja ohistoryczny.pl

Rankiem 5 sierpnia 1915 roku część konstrukcji została wysadzona przez wycofujące się wojska rosyjskie. Decyzja była elementem szerszej strategii odwrotu – armia Imperium Rosyjskiego opuszczając Królestwo Polskie niszczyła za sobą infrastrukturę, by utrudnić działania nacierającym wojskom niemieckim.

W teorii chodziło o spowolnienie przeciwnika. W praktyce skutki najbardziej odczuli mieszkańcy Warszawy. Most Poniatowskiego był jedną z kluczowych przepraw przez Wisłę. Jego zniszczenie oznaczało nie tylko przerwanie komunikacji, ale też chaos logistyczny w mieście, które wciąż funkcjonowało mimo wojennej rzeczywistości.

Zniszczenia były poważne.

Choć część fundamentów – kesony – pozostała nienaruszona, to uszkodzenia filarów okazały się krytyczne. Roztrzaskane granitowe elementy pociągnęły za sobą cztery główne przęsła konstrukcji. Metalowe fragmenty mostu runęły w dół, tworząc nad Wisłą obraz zniszczenia, który jeszcze przez długi czas dominował w krajobrazie.

Nie było mowy o natychmiastowej odbudowie.

Już kilka tygodni po zniszczeniu mostu Zarząd Miejski w Warszawie podjął decyzję o rozpoczęciu rozbiórki pozostałości. Zadanie powierzono firmie "K. Rudzki i S-ka", która miała uporządkować teren i przygotować go pod dalsze działania.

Początkowo zakładano szybkie tempo prac – planowano zakończenie robót jeszcze przed zimą.

Wisła dyktowała warunki

Rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia.Wysoki poziom Wisły uniemożliwiał stabilne ustawienie rusztowań w dnie rzeki. Każda próba prowadzenia prac wymagała dostosowania się do zmiennych warunków hydrologicznych. Zimą pojawił się kolejny problem. Kra rzeczna wielokrotnie niszczyła konstrukcje pomocnicze – pale i elementy rusztowań – przerywając prace i zmuszając robotników do zaczynania od nowa.

Mimo trudności prace posuwały się naprzód. Nad Wisłą można było obserwować charakterystyczne sceny: potężne stalowe dźwigary mostu, powoli opuszczane na barki przy pomocy grubych łańcuchów. Operacje te wymagały precyzji i koordynacji. Po przetransportowaniu na brzeg elementy poddawano selekcji. Te, które nadawały się do ponownego wykorzystania, trafiały do fabryki, gdzie przygotowywano je do użycia przy nowych konstrukcjach. Zniszczone części przeznaczano na złom.

Rozbiórka prowadzona była z użyciem specjalnych wind zawieszonych na tzw. "kozłach". Było to rozwiązanie opracowane przez inżynierów nadzorujących prace. W warunkach ograniczonego dostępu do nowoczesnego sprzętu liczyła się pomysłowość i umiejętność dostosowania technologii do warunków terenowych.

Równolegle planowano przywrócenie przeprawy przez Wisłę. Zakładano budowę mostu prowizorycznego na istniejących filarach. Konstrukcja miała być wykonana z żelaza i wyposażona w jezdnię oraz dwa chodniki dla pieszych. Jej koszt oszacowano na 900 tysięcy marek. Most tymczasowy miał powstać jeszcze w 1916 roku i funkcjonować do końca wojny. Dopiero po jej zakończeniu planowano odbudowę właściwej konstrukcji.

Pracami kierowali inżynierowie W. Plebiński i H. Śliwicki.

Obaj byli wcześniej związani z budową mostu Poniatowskiego. Teraz stanęli przed zupełnie innym wyzwaniem – musieli rozebrać to, co sami współtworzyli, i jak najszybciej przywrócić przeprawę przez Wisłę. Było to zadanie pozbawione symboliki. Liczyła się praktyczność i tempo działania w realiach wojny.

Źródło: "Świat. Pismo tygodniowe ilustrowane poświęcone życiu społecznemu, literaturze i sztuce", 1916, nr 12.

Wybrane dla Ciebie