Gdy po latach zaborów Polska odzyskała niepodległość, jej granica morska była dramatycznie krótka i bezbronna. W Warszawie szybko zrozumiano, że bez silnej floty nie obronimy Gdyni ani dostępu do kluczowych szlaków handlowych. Problem był jeden – pustki w państwowej kasie.
Z pomocą przyszedł Paryż, oferując wielomilionowe pożyczki. Francuzi nie robili tego jednak z czystej sympatii. Chcieli ratować własne, podupadające stocznie i uzależnić młodą polską armię od swojej technologii. Jak skomplikowane i pełne zakulisowych gier były to negocjacje, możecie przeanalizować w materiale portalu Niepodległa. Ostatecznie zapadła decyzja: budujemy nowoczesne podwodne stawiacze min typu Wilk.
Narodziny potwora z Hawru
Uroczystość, do której doszło wiosną 1929 roku we francuskim Hawrze, miała gigantyczne znaczenie propagandowe. Gdy gigantyczny kadłub ORP "Wilk" spływał z pochylni, we francuskim porcie wiwatowały tłumy, a matką chrzestną jednostki została Helena Chłapowska, żona polskiego ambasadora we Francji.
To, co Francuzi oddali w ręce polskich marynarzy, było na tamte czasy technologicznym majstersztykiem. "Wilk" potrafił nie tylko skutecznie atakować z ukrycia, ale przede wszystkim – siać spustoszenie na szlakach żeglugowych wroga.
- Uzbrojenie: 6 wyrzutni torpedowych i potężne działo kalibru 100 mm na pokładzie.
- Tajna broń: Specjalne tory minowe ukryte w kadłubie, zdolne pomieścić do 40 min morskich.
Dokładne opisy techniczne konstrukcji, specyfikację napędu oraz parametry bojowe tej legendarnej jednostki znajdziecie w bazie serwisu Kampania Wrześniowa 1939.pl.
Braterska wojna o miano "pierwszego"
Co ciekawe, historia wejścia "Wilka" do służby kryje w sobie sporą ciekawostkę. Chociaż to właśnie ten okręt jako pierwszy został uroczyście zwodowany w kwietniu 1929 roku, Francuzi zmagali się z poważnymi opóźnieniami przy jego wykańczaniu.
W efekcie stocznia w Nantes szybciej uporała się z pracami na bliźniaczym ORP "Ryś". To właśnie na "Rysiu" jako pierwszym podniesiono polską banderę wojenną (w sierpniu 1931 roku). "Wilk" musiał poczekać na swoją kolej aż do października. Do dziś miłośnicy marynarki spierają się, który z nich zasługuje na miano tego prawdziwego "pierwszego".
Oszukali śmierć. Brawurowy rajd przez Sund
Prawdziwy egzamin z męstwa załoga zdała we wrześniu 1939 roku. Niemcy rzucili przeciwko polskim okrętom podwodnym potężne siły lotnicze i flotę nawodną. "Wilk" był bombardowany bombami głębinowymi, a z nieszczelnych zbiorników paliwa ciągnął się ślad oleju, ułatwiający wrogowi namierzenie celu.
Gdy wydawało się, że los jednostki jest przesądzony, dowódca kpt. mar. Bogusław Krawczyk podjął szaleńczą decyzję: przedzieramy się do Wielkiej Brytanii. Bez aktualnych map, idąc niemal po omacku przez płytkie i silnie strzeżone Cieśniny Duńskie, polscy marynarze oszukali przeznaczenie. Ściekli ze wściekłości Niemcy mogli jedynie bezradnie patrzeć, jak "Wilk" melduje się w szkockim porcie Rosyth, by dalej walczyć u boku Royal Navy.
Niezwykle dramatyczne, wojenne patrole na Morzu Północnym, późniejsze problemy z brakiem części zamiennych oraz powojenny, smutny powrót okrętu do komunistycznej Polski, zakończony jego złomowaniem w 1954 roku, krok po kroku opisuje w swoim rysie historycznym Pressmania. Choć okręt pocięto na kawałki, jego legenda i brawurowy rajd na zawsze zapisały się w annałach światowej karynarki wojennej.