Maszyna wyzwalała błyskawice. Tak w Polsce testowano urządzenia dla sieci energetycznej
Błyski przypominające pioruny, charakterystyczny zapach ozonu i porcelanowy element znajdujący się w centrum elektrycznej burzy. Dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać jak eksperyment rodem z laboratorium szalonego wynalazcy. Tymczasem był to zwykły dzień pracy w fabryce porcelany w Boguchwale pod Rzeszowem.
Wiosną 1948 r. reporterka "Głosu Ludu" odwiedziła zakład produkujący izolatory wysokiego napięcia. Były one niezbędne do rozbudowy polskiej sieci energetycznej, która po wojnie wymagała odbudowy i modernizacji. W fabryce powstawały elementy przeznaczone dla elektrowni, linii przesyłowych i rozwijającej się sieci telefonicznej.
Najbardziej widowiskowy etap produkcji nie miał jednak miejsca przy piecach ani przy stanowiskach formowania porcelany. Rozgrywał się dopiero wtedy, gdy gotowy wyrób trafiał do stacji badawczej.
Pioruny zamknięte w hali fabrycznej
Każdy izolator musiał przejść próbę wytrzymałości. W specjalnym laboratorium podłączano go do urządzeń generujących bardzo wysokie napięcia. Przez porcelanę przepływała energia, która tworzyła wokół niej charakterystyczne błyski.
Reporterka opisywała, że w powietrzu unosił się zapach ozonu, dobrze znany każdemu, kto obserwował burzę. Świetlne wyładowania sprawiały wrażenie, jakby maszyny wyzwalały sztuczne pioruny.
Nie chodziło jednak o widowisko. Od wyniku testów zależało bezpieczeństwo całych linii energetycznych. Wadliwy izolator mógł doprowadzić do awarii sieci przesyłowej lub przerw w dostawach energii.
Porcelana dla energetyki
Choć nazwa zakładu mogła sugerować produkcję naczyń, jego najważniejszym wyrobem były izolatory elektrotechniczne. W 1948 r. fabryka wykonywała elementy przeznaczone między innymi dla linii wysokiego napięcia łączącej Śląsk z Łodzią.
Produkowano tam izolatory zdolne wytrzymać napięcie dochodzące do 220 kV. Były to parametry odpowiadające najważniejszym liniom przesyłowym budowanym w Polsce po wojnie.
Dzięki takim zakładom możliwa była realizacja wielkiego programu elektryfikacji kraju. W czasach, gdy wiele miejscowości dopiero otrzymywało dostęp do energii elektrycznej, porcelanowe elementy z Boguchwały trafiały na słupy energetyczne w całym kraju.
1400 stopni i 15 ton węgla
Produkcja izolatora była procesem długim i kosztownym. Specjalnie przygotowaną masę porcelanową mielono, filtrowano i pozostawiano do dojrzewania. Następnie formowano z niej odpowiedni kształt, który trafiał do glazurowania.
Później przychodził czas na wypał.
Jeden z pieców opisanych w reportażu miał pojemność 60 metrów sześciennych. Osiągał temperaturę około 1400 stopni Celsjusza. Każdy cykl wypału wymagał zużycia około 15 ton wysokogatunkowego węgla. Sam proces trwał około 40 godzin, a później przez kilka kolejnych dni porcelana stopniowo stygnęła.
Dopiero wtedy można było sprawdzić, czy izolator wytrzyma spotkanie ze "sztuczną błyskawicą".
Fabryka, która budowała nowoczesną Polskę
Zakład w Boguchwale powstał jeszcze przed wybuchem II wojny światowej jako część programu rozwoju przemysłu prowadzonego przez II Rzeczpospolitą (tzw. Centralny Okręg Przemysłowy). Po wojnie stał się jednym z ważnych producentów porcelany elektrotechnicznej w kraju. Większość Polaków nigdy nie zwraca uwagi na izolatory zawieszone na słupach energetycznych. Są niewielkie, pozornie niepozorne i niemal niewidoczne. Bez nich nie mogłyby jednak funkcjonować linie przesyłowe dostarczające energię do miast, fabryk i domów.
To właśnie dlatego w hali fabrycznej w Boguchwale co jakiś czas pojawiały się błyski przypominające prawdziwe pioruny. Był to znak, że kolejny element energetycznego kręgosłupa kraju przeszedł najważniejszy egzamin.
Źródła:
- "Głos Ludu", nr 148 z 31 maja 1948 r.
- Historia Zakładów Porcelany Elektrotechnicznej ZAPEL.