Problem polegał na tym, że przenosin nie uzgodniono ani z władzami państwowymi, ani z rodziną Piłsudskiego, ani z komitetem odpowiedzialnym za uczczenie jego pamięci. W Warszawie i Krakowie rozpoczęły się protesty, a spór szybko urósł do rangi wielkiego kryzysu politycznego i państwowego.
Komitet Piłsudskiego odpowiada metropolicie
Wydział Wykonawczy Naczelnego Komitetu Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego opublikował obszerne oświadczenie, w którym zakwestionował argumenty przedstawiane przez metropolitę Sapiehę.
Komitet zaprzeczał, jakoby między stronami prowadzono szeroką korespondencję dotyczącą przenosin. Według jego przedstawicieli wymieniono jedynie dwa listy metropolity i jedną odpowiedź. Nie podjęto również uchwały potwierdzającej, że nowa krypta była całkowicie przygotowana na przyjęcie trumny.
W kwietniu 1937 roku wojewoda krakowski, po rozmowie z architektem Adolfem Szyszko-Bohuszem, miał zwrócić się o zgodę na przeniesienie szczątków. Wniosek został jednak odrzucony. O tej decyzji poinformowano zarówno wojewodę, jak i metropolitę.
Komitet zapewniał również, że zwłoki Marszałka nie były narażone na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Komisja lekarska opiekująca się ciałem Piłsudskiego uznawała, że dalsze przechowywanie go w krypcie św. Leonarda nie stanowi zagrożenia.
Najpoważniejszy zarzut dotyczył jednak braku zgody rodziny. Przeniesienie trumny miało się odbyć bez wiedzy Aleksandry Piłsudskiej i bez akceptacji najwyższych władz państwowych.
"Wbrew woli prezydenta i rządu"
W oficjalnych wyjaśnieniach pojawiła się także informacja, że podczas przenosin obecny był przedstawiciel Komitetu. Wydział Wykonawczy stanowczo temu zaprzeczył.
W krypcie znajdował się mjr dr Wiktor Kaliciński, lekarz i konserwator ciała Józefa Piłsudskiego. Nie był jednak delegatem Komitetu. Według relacji prasowych miał on oświadczyć, że przenosiny odbywają się wbrew woli prezydenta Ignacego Mościckiego, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, rządu i Wydziału Wykonawczego.
Komitet stwierdzał jednoznacznie, że cała operacja została przeprowadzona bez wymaganych uzgodnień i bez zgody rodziny Marszałka.
Tłumy na Placu Piłsudskiego
Warszawa zareagowała gwałtownie. Jak relacjonował "Express Lubelski i Wołyński", na Placu Piłsudskiego zebrały się nieprzeliczone tłumy protestujące przeciwko decyzji metropolity krakowskiego.
Ulicami stolicy przeszedł pochód, podczas którego śpiewano hymn narodowy i "Pierwszą Brygadę". Mieszkańcy stojący na chodnikach tworzyli szpalery. Z tłumu padały okrzyki potępiające postępowanie Sapiehy.
Na plac przybyli byli wojskowi, legioniści, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, rezerwiści oraz tysiące mieszkańców, którzy przyszli bezpośrednio z biur, fabryk i zakładów pracy.
Na podwyższeniu od strony gmachu Sztabu Głównego rozwinięto transparent z hasłem:
"Pan Prezydent Rzeczypospolitej – niech żyje!".
Nad tłumem widoczne były również transparenty wymierzone w metropolitę.
Żądali konsekwencji wobec Sapiehy
Podczas manifestacji przemawiali przedstawiciele środowisk legionowych i kombatanckich. Senator Artur Śliwiński przypominał, że Józef Piłsudski uczył Polaków szacunku wobec majestatu Rzeczypospolitej. Jego zdaniem decyzja metropolity była wymierzona właśnie w ten majestat.
Następnie poseł Walewski odczytał rezolucję skierowaną do prezydenta, Aleksandry Piłsudskiej i premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego.
Uczestnicy protestu wyrażali w niej oburzenie "samowolą księcia-metropolity krakowskiego", zarzucając mu naruszenie najważniejszych uczuć narodowych. Domagali się także wyciągnięcia konsekwencji.
Po zakończeniu przemówień wielotysięczny pochód ruszył w stronę Belwederu. Uczestnicy składali kwiaty przy bramach pałacu, a orkiestra grała "Pierwszą Brygadę". Manifestacja trwała do późnego wieczora.
Milczący pochód na Wawel
Do protestu doszło również w Krakowie. Tam demonstracja miała jednak spokojniejszy i bardziej uroczysty charakter.
Tłumy zebrały się u stóp Wawelu. Na czele pochodu szedł oddział sztandarowy Legionistów. Uczestnicy udali się w stronę krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
W marszu uczestniczyli m.in. wicemarszałek Senatu, posłowie i senatorowie ziemi krakowskiej, prezydent miasta Mieczysław Kaplicki, legioniści, peowiacy, rezerwiści, członkowie Strzelca i Przysposobienia Wojskowego.
Gdy uczestnicy mijali kryptę, sztandary pochylono na znak hołdu, a na stopniach złożono kwiaty. Następnie delegacja udała się do gmachu województwa, gdzie przekazała rezolucję protestacyjną.
Według relacji prasowej cała manifestacja odbyła się w zupełnym spokoju.
Lekarz bał się uszkodzenia trumny i ciała
Wkrótce głos zabrał mjr dr Wiktor Kaliciński, który od 1935 roku odpowiadał za konserwację ciała Józefa Piłsudskiego. Wyjaśnił, że o planowanym przeniesieniu nie został wcześniej zawiadomiony. Gdy tylko dowiedział się o zamiarach metropolity, przybył do krypty z własnej inicjatywy. Uważał, że jako lekarz odpowiedzialny za zabezpieczenie ciała musi nadzorować operację. Obawiał się bowiem, że podczas przenoszenia może dojść do uszkodzenia trumny albo zwłok.
Ciało Piłsudskiego znajdowało się w dwóch trumnach. Zewnętrzna była metalowa i miała charakter prowizoryczny. Wewnątrz znajdowała się trumna wykonana z płyt kryształowych. Według Kalicińskiego kryształowa konstrukcja nie była odpowiednio umocowana. Każdy gwałtowny ruch mógł spowodować przesunięcie albo pęknięcie szklanych płyt. Lekarz ostrzegał, że odłamki mogłyby uszkodzić ciało Marszałka i zniweczyć dwa lata pracy komisji lekarskiej.
Wilgoć była problemem, ale nie wymagała nagłych przenosin
Kaliciński potwierdzał, że w krypcie św. Leonarda występowała wilgoć. Podkreślał jednak, że sytuacja pozostawała pod kontrolą. Przez ponad dwa lata lekarze usuwali skutki zawilgocenia i regularnie kontrolowali stan zwłok. Według Kalicińskiego stan ciała był bardzo dobry, a dalsze przechowywanie go w dotychczasowym miejscu nie wiązało się z nagłym zagrożeniem.
Lekarz przekonywał, że przy kontynuowaniu odpowiedniej opieki Piłsudski mógłby jeszcze przez dłuższy czas spoczywać w krypcie św. Leonarda. Stanowczo zaprzeczył również, by podczas przenosin występował jako przedstawiciel Komitetu. Oświadczył, że był obecny wyłącznie jako konserwator ciała. Według jego relacji akt przeniesienia odbył się nie z decyzji władz państwowych, lecz wyłącznie na polecenie i odpowiedzialność metropolity Adama Sapiehy.
Źródło:
Express Lubelski i Wołyński, 1937, R. 16, nr 176