Oświata pod parą
W dwudziestoleciu międzywojennym Śląsk był cywilizacyjnym silnikiem Polski, a sercem tego silnika była kolej. Dyrekcja Kolei Państwowych w Katowicach, kierowana przez wizjonera inż. Dobrzyckiego, rozumiała, że nowoczesny kolejarz to nie tylko sprawny rzemieślnik, ale człowiek światły. Tak narodził się projekt wagonów-bibliotek.
Duchowym ojcem tej „imprezy oświatowej”, jak wówczas mawiano, był radca Drzewicki. To on dopilnował, by wagony nie były jedynie składzikami zakurzonych tomów, ale profesjonalnie urządzonymi placówkami kulturalnymi na kołach.
Czego pragnął śląski kolejarz?
Z zachowanych relacji z lutego 1927 roku wyłania się fascynujący obraz czytelnictwa tamtych lat. Kiedy pierwszy wagon-biblioteka powrócił z trasy, bibliotekarz nie krył zdziwienia. Choć wagon był „uzbrojony” w samouczki techniczne i literaturę o chorobach zawodowych, te wróciły do Katowic niemal nietknięte.
Co zatem znikało z półek?
- Sienkiewicz ponad wszystko: To był absolutny fenomen. Bibliotekarz dysponował kilkunastoma kompletami dzieł mistrza (po 45 tomów każdy!), a i tak po pierwszej turze pozostało ponad 300 niezrealizowanych zamówień.
- Klasyka i emocje: Kolejarze masowo wypożyczali Kraszewskiego, Rodziewiczównę oraz „Chłopów” Reymonta.
- Głód historii lokalnej: Wielkim hitem okazała się książka dr. Benisza „Walka o Kędzierzyn” – świeże jeszcze wspomnienie powstańczego zrywu na Śląsku.
Sukces, który przerósł oczekiwania
Entuzjazm był tak wielki, że zapasy książek wyczerpały się błyskawicznie. Wagon „R” nie zdołał nawet obsłużyć wszystkich zaplanowanych stacji. Już wtedy w pogotowiu czekał drugi skład – wagon „A” – a władze kolei apelowały, by inne dyrekcje, zwłaszcza na Kresach, brały przykład z Katowic.
Wagony-biblioteki były czymś więcej niż tylko wypożyczalniami. Dla dzieci kolejarzy mieszkających w izolowanych osadach przy stacjach, przyjazd pociągu z literą „R” był oknem na świat.
Źródło:
Polska Zachodnia, 1927, R. 2, nr 42